PRAGNIENIE I SPEŁNIENIE

523941_97730625-1920x1271

Pragnienie, jakim jest communio personarum „Adama” i „Ewy”, mówi, że jego spełnieniem może być tylko inna, nie będąca już pragnieniem Communio Personarum. Takiej ko­munii człowiek jest znakiem od samego „początku”, en ar che. Nią naznaczony wyszedł na poszukiwanie siebie, błądząc najpierw pośród „zwierząt i rzeczy”.Powiedzmy więc od razu: człowiek dokonujący się w ko­munii z innym człowiekiem jakoś wie, że Bóg musi być Wspólnotą Osób. W przeciwnym wypadku człowiek miłujący innego człowieka byłby od Niego większy i zarazem boleśniej absurdalny, aniżeli wtedy, kiedy redukując się do swojej faktyczności i zamykając w niej swoje działanie przestaje być człowiekiem, stając się takim czy innym nakręcanym mecha- i nizmem. „Adam” wchodzi w pracę „Ewy”, „Ewa” wchodzi w pra­cę „Adama”, a dopiero razem, wspólną pracą, wchodzą oni w Pracę Boga. Wchodzą świadomie w Jego akt stworzenia oraz w akt zbawienia. Wchodzą weń swoją pracą, gdyż ich bycie znajdowało się i znajduje się w tym akcie „od początku”. Wpierw ludzie muszą stać się komunią miłości, aby móc wejść w tę Komunię Miłości, jaką jest Bóg. Wpierw muszą odczytać, jeden w drugim, kim są, aby mogli wspólnie odczytać w Trynitarnej Wspólnocie Boga swoją ostateczną prawdę.

W INNEJ OSOBIE

dd01ee1db3e8badb018b1f2326435a1c

Równocześnie w innej osobie, a więc pod jakimś względem bogatszej od niego, odsłania mu się możliwość spełnienia jego pragnienia. „Adam” wchodzi w pracę „Ewy”, a Ewa wchodzi w pracę „Adama”. Każdy wchodzi w osobową pracę innego człowieka swoją pracą. Tu, gdzie jeden coś kończy, drugi dopiero coś zaczyna. Właśnie w międzyludzkiej przestrzeni osobowej pracy okazuje się, że praca jest zawsze współpracą; kto inny sieje, kto inny żnie, ale każdy jakoś sieje dla innych i zarazem żnie to, co urodziło się z zasiewu dokonanego przez innych. Ich prace, będące sposo­bami osobowego istnienia, łączą się w jedno komunional- ne esse, jakim byli naznaczeni od samego początku, en arche, w swoim byciu.Swoje spełnienie człowiek może odkryć tylko pozostając w komunii z innym człowiekiem i z nim współpracując. Drogą „Adama” do Boga, w którym otrzymuje on siebie, jest „Ewa”, a drogą „Ewy” jest „Adam”. Innymi słowy, człowiek dopiero kiedy wspólnie z innym człowiekiem postawi pracą pytanie „kim jest człowiek?”, już nie on, „Adam” czy „Ewa”, ale człowiek, jakim jest „Adam” i „Ewa” oraz kim jest ta Osoba, której c o m m u n i o „Adama” i „Ewy” jest pragnieniem, będzie w stanie sprostać Objawieniu się Boga. Communio personarum oraz rodząca się z tej komunii praca prowadzą człowieka we właściwym kierunku i pozwoli ją odróżnić prawdziwą Epifanię od epifanii fałszywych.

BRAK POMOCY

images (1)

Doświadczenie to opisuje Księga Rodzaju. „Adam” szu­kając odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”, a zatem także na pytanie, jaki jest sens mojego ciała, skierowuje najpierw kroki w stronę świata zwierząt, zwiedziony zewnętrznymi podo­bieństwami. Z ich pomocą próbuje się samookreślić. Nie znajduje tu jednak „pomocy dla siebie”. Jego ciało nie daje się określić żadnym przedmiotem „zwierzęcym”, a więc i potrze­by jego nie są li tylko potrzebami. Utożsamiając człowieka z biologiczno-zwierzęcymi elementami można go determino­wać do określonych zachowań się o tyle, o ile on sam rozleniwiwszy się przestał pracować. Pytanie o siebie za­mknięte w granicach wyznaczonych przez potrzebę i przez przedmiot (sfera technicznej cywilizacji) wyprowadza osobę ludzką daleko poza jej osobową rzeczywistość. Nie można pytać o osobę ludzką tylko działaniem zwanym actio trans­iens bez wystawiania jej na śmiertelne niebezpieczeństwo.W przeżyciu „braku pomocy” dochodzi do głosu prag­nienie bycia oraz sensu, które może dać osobie i jej cia­łu tylko jakaś nieprzedmiotowa rzeczywistość. Taka, jaką jest sama osoba. Rzeczywistość tę „Adam” spotyka w „Ewie”, czyli w innej osobie. Ona budzi jego samoświado­mość; „Adam” był przedtem, czytamy w Księdze Rodzaju, pogrążony w głębokim śnie. Jego okrzyk: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” mówi, że „Adam” znalazł to, czego szukał, aby móc uświadomić sobie, kim jest i móc być bardziej sobą. „Adam” znalazł siebie w innej osobie. Druga osoba jawi mu się jako właściwa interpretacja napięcia, jakie przeżywa istniejąc pomiędzy entelecheją w zamiarze a entelecheją w spełnieniu.

DZIAŁANIE KIEROWANE PRAWDĄ

images (2)

Działanie człowieka kierowane prawdą rzeczy oraz praw­dą osoby ludzkiej samo z kolei staje się światłem. Podmiot bowiem, który działa, utożsamia się ze źródłem światła. Mówimy tu o istocie pracy człowieka polegającej na pytaniu o siebie oraz na samookreśleniu się przez Myśl obecną w en­telechei zamierzonej, i przez Łaskę, która ją spełnia. Jeżeli tej pracy nie ma w tym, co człowiek robi (np. buty, książki, domy itd.), wówczas im większa jego aktywność, tym większe jego lenistwo oraz niewola. Pracują tylko ludzie wolni i tylko oni odsłaniają światu prawdę a przez to czynią pokój. Ludzie leniwi konstruują kłamstwa, często bardzo błyskot­liwe, które wywołują wojny. Kto zapomniał, że jego bycie jest darem i w konsekwencji przestał działać mocą daru, kto przestał dawać i przyjmować, ten stał się początkiem-zasadą wojny i wojennego handlu. Samarytanka, żeby móc zacząć tak pracować, musiała wpierw przestać posiadać towarzyszy swojej handlowej krzą­taniny, owego rozaktywnienia się jej lenistwa. Nie znajdowała „pomocy” w posiadanych przedmiotach, poprzez jakie usiło­wała samookreślić się, czyli odpowiedzieć sobie na pytanie „kim jestem?”. Dopiero zachwycona Kimś, kto powiedział jej, co dotąd robiła, a raczej, jak dalece niczego nie dokonała, i uwierzywszy w Niego, zaczęła odnajdywać siebie samą. W Nim, a nie w tych, których posiadała, odnalazła sens własnego ciała; w Nim bowiem znalazła „pomoc”.

U PODSTAW WSZELKIEJ TREŚCI

images

W osobie ludzkiej rozgrywa się dramat jakiegoś symbolu; opowiadając go tworzymy mit. Pojęcie natury ma więc sym- boliczno-mityczny charakter. Najdalsze od bajki wskazuje ono na stawanie się osoby ludzkiej, stwórczo pomyślanej przez Boga ku określonemu spełnieniu; wskazuje na pracę Boga i człowieka.U podstaw wszelkiej treści (essentia) znajduje się myśl, która ją myśli. Treść napięcia pomiędzy entelecheją w zamia­rze a entelecheją w spełnieniu, ku jakiej skierowuje się pragnienie bycia właściwe osobie ludzkiej, stanowi razem z tym pragnieniem nieprzedmiotową rzeczywistość. Taka jest natura osoby ludzkiej. Nieprzedmiotowe treści przekraczają możliwości twórcze umysłu ludzkiego, nie zależą więc od niego. Są one dostępne jego myśli tak, jak dostępne jest światło oczom człowieka; dzięki niemu człowiek może do­strzegać rzeczy i tak je myśleć, jak je widzi, ale nie może widzieć samego światła, jakim jest entelecheją oraz Transcen­dencja. Musi je zatem myśleć ktoś inny. Człowiek wchodzi tu w pracę kogoś innego. Wchodzi w pracę Boga, dzięki czemu może i on pracować. Warto tu przypomnieć opis stworzenia świata. Kiedy w pierwszym dniu stworzenia Bóg pomyślał ziemię i niebo, stały się one widoczne dopiero wtedy, kiedy pomyślał On światłość. Wtedy dopiero rzeczy zaczęły stawać się każda sobą i dzięki temu można je było odróżniać, jedną od drugiej.

NATURA I CZŁOWIEK

zywa-wiara-foto-main

Termin „natura” zastosowany do osoby ludzkiej otrzy­muje szczególną zawartość. Z jednej strony jego treść zaczyna znaczyć dotychczasowy dorobek osoby oraz dorobek wspól­noty ludzkiej składający się na to, co nazywamy tradycją. W niej człowiek jest osadzony. To znaczenie mówi o entelechei zamiarze względem człowieka. Osoba ludzka bierze się zatem ze swojej pracy oraz z pracy tych, którzy trudzili się może nawet przed tysiącami lat. Ostatecznie zaś bierze się z zamiaru, jaki Bóg nieustannie podejmuje w stosunku do człowieka.Z drugiej zaś strony zawartość słowa „natura” oznacza to, co wyrażam słowem entelecheia-spełnienie. Słowo „natu­ra” wskazuje na to, co ma się narodzić. W ten sposób w naturze osoby ludzkiej tkwi nadzieja i musi ona dojść do głosu w pojęciu natury, jeżeli ma ono oddać sprawiedliwość człowie­kowi. Nadzieja wytryskuje z człowieka, ale swoje źródło ma ona w Tym, który podejmuje się spełnić go tak, jak go zamierza. Nadzieja mówi o Łasce. Człowieka konstytuuje spotkanie ze samym sobą. Istnieć znaczy dla niego schodzić się, jednoczyć się z tym darem, jakim jest w zamiarze oraz w spełnieniu. Poza nim będzie mógł być wszystkim z wyjąt­kiem siebie samego.

NALEŻNA WDZIĘCZNOŚĆ

in-the-beginning-rob-schouten

Z entelechei człowieka objawiającej się w zamiarze czyniącym z ludzkiej istoty znak, rodzi się osoba ludzka. Entelecheią, obejmuje ją tworząc z jej istnienia ograniczoną całość, mającą swoją przeszłość i przyszłość. Dlatego tylko to, co dzieje się w zakreślonej przez Transcen­dencję przestrzeni, staje się i trwa i nie może zginąć.Osoba ludzka wyłania się więc z siebie samej; istnieje tak, ja gdyby sama siebie rodziła. Jej treść (essentia) dokonuje się w napięciu pomiędzy zamiarem a spełnieniem entelechei. Ta dokonująca się treść domaga się nazwania siebie słowem, które by wyrażało bycie osoby „naprzód”, jej rodzenie się, oraz wzywało do pracy, jaka winna mu pomocnie towarzy­szyć. „Praca jest tylko naprzód!” mówi Norwid w cyto­wanym wyżej fragmencie.Należy się wielka wdzięczność temu, kto pierwszy użył imiesłowu czasu przyszłego od słowa nas co r (rodzę się), n a t u r a, na oznaczenie istoty bytu, zwłaszcza istoty człowie­ka. Tym słowem wyraził jej odniesienie do przyszłości i wska­zał na działanie, jakiego domaga się tego rodzaju istota. Ci jednak, którzy obnosili się z tym słowem wszędzie bez metafi­zycznej a nawet bez gramatycznej wrażliwości, gdzieś po drodze zgubili jego wymiary. I tak przestało ono oznaczać wielką przygodę bytu, owo wielkie zdarzenie, do jakiego w gruncie rzeczy sprowadzają się wszystkie nowiny tego świata. Słowo „natura” przestało mówić o życiu.

PRAGNIENIE BYCIA

pobrane

Nie ma ethosu bez objawienia się Transcendencji. Na­znaczony nią człowiek jest kimś więcej niż jest, co czyni z niego istotę etyczną. Znak w pewnej mierze utożsamia się z tym, na co wskazuje, a co znajduje się poza jego faktycznością. Człowiek jest znakiem Transcendencji, a więc jest kimś więcej, aniżeli to, czym jest. Uczestniczy W jej sakralności. Dlatego należy zbliżać się do niego z czcią i z drżeniem. W jakiejś mierze ze czcią i z drżeniem zbliżamy się do każdego znaku. A cóż dopiero do człowieka, w którym wszystko nosi znamię Transcendencji i z którego wydobywa się nieustannie głos „Jestem, który Jestem”, trawiący jego człowiecze jestes­two jak ogień trawił Krzew Gorejący. Mojżesz zdjął sandały, kiedy zbliżał się do Krzaku Gorejącego na górze Horeb.Żyć zatem poza swoją entelecheją, nie być jej znakiem, zna­czy żyć poza f a n u m. Na tym polega profanacja człowie­ka. Profanacja rzuca go w ciemności. Są to ciemności laicyzacji.Człowiek istnieje „do” entelechei, ponieważ ona znajduje się „przed” nim. W niej spełnia się jego pragnienie bycia. Człowiek przeżywa siebie jako kogoś zamierzonego do niej, albo, jeszcze inaczej, jako kogoś zobowiązanego. W doświad­czeniu tym słychać głos Sokratesowego daimoniona, który przestrzegał ateńskiego filozofa przed błędnymi drogami, wszystkie inne zostawiając jego woli, jakby wszystkie prowa­dziły do tego samego celu.  entelechei

TRANSCENDENCJA

wiara2

Transcendencja rzecz oczywista nie stanowi żad­nego przedmiotu: nie znajduje się przed osobą w formie problemu do rozwiązania. Jej działanie można porównać raczej do światła, które przenika człowieka od wewnątrz, dzięki czemu człowiek widzi wszystko i nie musi tworzyć hipotez na temat rzeczywistości. Dzięki światłu Transcenden­cji może postępować nie „na ślepo”, w czym Sartre widział absolutną wolność człowieka, lecz w prawdzie rzeczy, która od razu osądza jego postępowanie. Entelecheią osoby ob­jawia się, ale objawia się jako światło, z którego osoba korzysta w świecie. A korzysta z niego nie jako z czegoś zewnętrznego, ponieważ ona sama jakoś jest tym światłem stając się swoją Transcendencją. Pracując do niej i dla niej, człowiek pracuje do siebie i dla siebie. Światło entelechei wydobywa z mroków prawdę rzeczy, odsłania ją, ukazując świat jako dar uczyniony osobie ludzkiej. Źródło światła stanowi pierwszą oczywistość. Znajduje się ono poza dysku­sją, co świadczy, że jest ono rzeczywistością sakralną. Stając się nią człowiek odkrywa w sobie, że jest darem Transcendencji oraz że ma być darem dla Transcendencji. Odkrywa więc, że jest sacrum. Język łaciński nazywając tę rzeczywistość słowem fa n u m mówi o świątyni, ale greckie źródło tego słowa mówi o świetle, o jasności, która objawia się w ten sposób, że czyni wszystko innę widocznym i zarazem uporządkowanym, bo odniesionym do samego źródła światła. Światło Transcendencji, w której jest spełnienie osoby, czyli jej entelecheią, ukierunkowuje wszystko niejako swoimi pro­mieniami. Ukazuje człowiekowi sens wszystkiego; w ten sposób ze wszystkiego buduje mu dom-ethos. Transcen­dencję może on spotkać tylko w ethosie. W ethosie pienią­dza wszystko jest zmuszone mówić o pieniądzu, a nie o Bogu. W ethosie Boga wszystko mówi o Nim, w Nim odnajdując swoją prawdę. I mówi bez przymusu, ponieważ mówi mocą prawdy, jaka je stanowi.

PRACA DLA SPEŁNIENIA SIEBIE

sokol_wiara

Człowiek pracuje nad swoją entelecheią, pracuje dla spełnienia siebie. Jawi mu się ona jako Transcendencja jego osoby. Entelecheią jest obecna w osobie jako w znaku tak długo, jak długo ta istnieje na sposób czasowy. Zawsze jednak jest w niej, a nie obok jako coś zewnętrznego. Dlatego praca dla niej nie alienuje osoby ludzkiej. Ale osoba-znak jedynie wskazuje na nią jako na Transcendencję pokazuje, od której strony ona nadchodzi. To nadchodzenie Transcendencji osoby ludzkiej powoduje, że osoba istniejąc ku Niej jest sobą i zarazem staje się sobą; jest darem i staje się darem istniejąc jako dar.W ten sposób osoba ludzka nie tyle ma sens, ile raczej jest sensem oraz wartością, ponieważ jej działanie ma sens oraz wartość w niej samej, niezależnie od tego, że one ją przeras­tają. Innymi słowy, Transcendencja daje ład istnieniu człowie­ka. Skupia jego istnienie wokół siebie stając się jego środkiem i osią. W tak ułożonym w całość istnieniu przebywa osoba ludzka; układa się ono w jej ethos. Transcendencja osoby, entelecheią człowieka, zajmuje tu miejsce Heraklitowej bos- kości, wokół której buduje się ludzkie domostwo.Bycie naznaczonym przez Transcendencję bycie właś­nie znakiem dowodzi, że dany człowiek przebywa w ethosie. Wszystko, co robi, ma charakter etyczny jest dobrem albo złem, w zależności od tego jak dany jego czyn ma się do Transcendencji.