in-the-beginning-rob-schouten

Z entelechei człowieka objawiającej się w zamiarze czyniącym z ludzkiej istoty znak, rodzi się osoba ludzka. Entelecheią, obejmuje ją tworząc z jej istnienia ograniczoną całość, mającą swoją przeszłość i przyszłość. Dlatego tylko to, co dzieje się w zakreślonej przez Transcen­dencję przestrzeni, staje się i trwa i nie może zginąć.Osoba ludzka wyłania się więc z siebie samej; istnieje tak, ja gdyby sama siebie rodziła. Jej treść (essentia) dokonuje się w napięciu pomiędzy zamiarem a spełnieniem entelechei. Ta dokonująca się treść domaga się nazwania siebie słowem, które by wyrażało bycie osoby „naprzód”, jej rodzenie się, oraz wzywało do pracy, jaka winna mu pomocnie towarzy­szyć. „Praca jest tylko naprzód!” mówi Norwid w cyto­wanym wyżej fragmencie.Należy się wielka wdzięczność temu, kto pierwszy użył imiesłowu czasu przyszłego od słowa nas co r (rodzę się), n a t u r a, na oznaczenie istoty bytu, zwłaszcza istoty człowie­ka. Tym słowem wyraził jej odniesienie do przyszłości i wska­zał na działanie, jakiego domaga się tego rodzaju istota. Ci jednak, którzy obnosili się z tym słowem wszędzie bez metafi­zycznej a nawet bez gramatycznej wrażliwości, gdzieś po drodze zgubili jego wymiary. I tak przestało ono oznaczać wielką przygodę bytu, owo wielkie zdarzenie, do jakiego w gruncie rzeczy sprowadzają się wszystkie nowiny tego świata. Słowo „natura” przestało mówić o życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *