pobrane

Nie ma ethosu bez objawienia się Transcendencji. Na­znaczony nią człowiek jest kimś więcej niż jest, co czyni z niego istotę etyczną. Znak w pewnej mierze utożsamia się z tym, na co wskazuje, a co znajduje się poza jego faktycznością. Człowiek jest znakiem Transcendencji, a więc jest kimś więcej, aniżeli to, czym jest. Uczestniczy W jej sakralności. Dlatego należy zbliżać się do niego z czcią i z drżeniem. W jakiejś mierze ze czcią i z drżeniem zbliżamy się do każdego znaku. A cóż dopiero do człowieka, w którym wszystko nosi znamię Transcendencji i z którego wydobywa się nieustannie głos „Jestem, który Jestem”, trawiący jego człowiecze jestes­two jak ogień trawił Krzew Gorejący. Mojżesz zdjął sandały, kiedy zbliżał się do Krzaku Gorejącego na górze Horeb.Żyć zatem poza swoją entelecheją, nie być jej znakiem, zna­czy żyć poza f a n u m. Na tym polega profanacja człowie­ka. Profanacja rzuca go w ciemności. Są to ciemności laicyzacji.Człowiek istnieje „do” entelechei, ponieważ ona znajduje się „przed” nim. W niej spełnia się jego pragnienie bycia. Człowiek przeżywa siebie jako kogoś zamierzonego do niej, albo, jeszcze inaczej, jako kogoś zobowiązanego. W doświad­czeniu tym słychać głos Sokratesowego daimoniona, który przestrzegał ateńskiego filozofa przed błędnymi drogami, wszystkie inne zostawiając jego woli, jakby wszystkie prowa­dziły do tego samego celu.  entelechei

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *