OBRAZ ZIARNA CHRYSTUSA

miniatura_teledysku,S5cYUYs6cXA

Ziarno odsłania się; odsłania to, czym ono jest w zamiarze, jaki tkwi u jego początku. Rozpada się, staje się rośliną, zmienia kolor, w końcu ukazuje się jako kłos, jako mąka, jako chleb… dla człowieka. Taka jest praca ziarna. Cała jego przyszłość jest mu dana „na początku”. Od niego ziarno zaczyna pracę, aby ją na nim skończyć. Żadna nowość nie przychodzi doń z ze­wnątrz; cała nowość jest mu dana już „na początku”, ono ją tylko urzeczywistnia w cierpliwej pracy. Pytającym, co nowe­go, Demokryt odpowiadał: „staję się tym, kim jestem”.Definiuję ziarno poprzez jego przyszłość; człowiek jest ziarnem Człowieka. „Na początku” odkrywa on w sobie jakiś „zamiar”, czyli siebie pomyślanego stwórczo w „Przeszłości”, dzięki czemu widzi siebie jako „znak” wskazujący na speł­nienie, które znajduje się w „Przyszłości”.Obrazem ziarna Chrystus mówi także o komunijnym charakterze pracy wokół miejsca, z którego tryska „woda żywa” i na którym rośnie „pokarm na wieczność”. Wokół ziarna pracuje dwóch: jeden sieje, inny żnie. Ale ich radość jest wspólna. Jeden wchodzi w trud drugiego (J 4, 38). Bez tego komunijnego działania ziarno nie objawi się do końca, a w konsekwencji nie będzie spełnione. Jego prawda ulegnie zniszczeniu; ulegnie zniszczeniu praca Tego, który je tak a nie inaczej zamierzył.

WŁAŚCIWE POSTAWIENIE PYTANIA

Żeby móc właściwie postawić pytanie o człowieka i zara­zem właściwie na nie odpowiedzieć, trzeba tak pracować, jak pracuje budowniczy mostów — pontifex. Samarytanka posiadała pięciu mężczyzn, ale właśnie dlatego, że ich tylko posiadała, nie była w stanie dostrzec „czegoś więcej” — nie dostrzegając entelechii swojego esse, nie mogła być zna­kiem spełnienia. Objawiała się w niej tylko walka o posiada­nie mężczyzn. W konsekwencji nie mogła budować ani sobie, ani innym ludziom mostu do Człowieka.Działanie, w którym „woda żywa”, ów „pokarm na wieczność”, wytryskuje w człowieku, ale nie z człowieka, nie może utożsamiać się z działaniem wytwarzającym przed­mioty. Gdyby tak było, ta woda i ten pokarm nie różniłyby się od zwyczajnej wody i od zwyczajnego pokarmu. Cóż to więc za działanie? Wróćmy do dialogu Jezusa z Samarytanką oraz z uczniami. Jakby odpowiadając na to pytanie Chrystus mówi coś, co daje do myślenia — potrzeba więc wysiłku interpretacyjnego, wysiłku nie tylko myśli, ale całej osoby, żeby odnaleźć to, co zostało zadane człowiekowi w Jego słowach.

KIM CZŁOWIEK SIĘ STAJE

To, kim człowiek jest i kim się staje, stanowi jego prawdę i dobro. Jego pytanie o siebie jest pytaniem o prawdę; odpowiada na nie stając się tą prawdą, a staje się nią, ponieważ widzi w niej dobro, które go spełnia.Tam, gdzie ludzie nie są epifanią prawdy i dobra, powstaje świat, który można by nazwać epifanią darwinistycznej meto­dy istnienia. Sartre, wyszedłszy z pojęcia absolutnej wolności człowieka rzuconego w świat bez „znaków”, usiłował wtło­czyć tę metodę istnienia w stosunki międzyludzkie. Widział w nich nieustanny konflikt, rozgrywający się pomiędzy świa- domościami posiadania.W takim świecie pytanie o człowieka ześlizguje się zawsze w pytanie o zdolność wytwarzania przedmiotów, bądź też zamieniania w nie wszystkiego łącznie z ludźmi. Wielkie „zasługi” w tym względzie ma nauka, która poprzez hipotezy i teorie jakie ją stanowią, narzuca bytom funkcje zastępujące im tożsamość. Pytanie o człowieka utożsamia się, mówiliśmy, z jego istnieniem; nadaje kształt temu istnieniu, dlatego osoba ludzka, która po sartrowsku pyta o siebie, staje się zwykłym homo faber, albo jak powiedziałby Platon, „prostym robot­nikiem”. „Prosty robotnik” jest dlatego „prosty”, że nie jest wystarczająco kimś, kto mógłby dostrzec coś więcej, aniżeli tylko przedmioty, i kto do tego „coś więcej” mógłby budo­wać mosty.

KAŻDY BYT SIĘ BRONI

W obydwu przypadkach człowiek się nie spełnia. Akumu- luje jedynie przedmioty, ewentualnie akumuluje myśli o myś­lach. Sam nie istnieje „naprzód”, to znaczy — nie jest znakiem, w którym można by odczytać przyszłość. Można mu więc narzucić byle jakie zadanie i zmusić go do istnienia dla byle jakiego jutra.Każdy jednak byt broni się. Mówi „nie!”, kiedy gwałci się go do czegoś, co w nim nie znajduje swojego miejsca i czego on musi się wstydzić. Tego rodzaju „nie!”, wypowiedzianego przez przyrodę, można się dosłuchać w tzw. ekologicznych problemach. Tak broni się przede wszystkim człowiek. W chwilach największego zagrożenia broni się w sposób ostateczny — protestuje swoją śmiercią, dobrowolnie wy­braną, zgodnie z prawdą swojego otrzymanego ethosu.W śmierci człowiek ukazuje się najpełniej jako znak, w którym odsłania się przyszłość ludzkiej istoty — jej spełnienie. Ze spełnieniem, objawiającym się w znaku, jakim jest śmierć dająca świadectwo, pozostają w niezgodzie te spełnienia osoby ludzkiej, jakie próbowano jej narzucić.Pytanie o spełnienie, dla którego człowiek umiera, jest pytaniem o samego człowieka. Pełną zatem odpowiedź na nie może on znaleźć li tylko w akcie umierania — w tym agere, w którym spełnia się jego esse. Odpowiedzi tej nikt nikomu nie może przekazać, ponieważ każdy otrzymuje ją już w innej Komunii. Dlatego też każdy sam dopracowuje się pytania musi je dobrze postawić własnym istnieniem — i sam, osobiście, odbiera na nie odpowiedź. Nikt nikogo nie zwolni od pracy.

ŁAD DZIAŁANIA CZŁOWIEKA

Ład działania człowieka ulega zakłóceniu a czasem nawet zniszczeniu, kiedy jedna z tych sfer rozprzestrzenia się ze szkodą dla drugiej decydując o całej rzeczywistości osoby ludzkiej. Oderwawszy się od swojego esse działanie człowie­ka, wszystko jedno które, tworzy sobie sztuczne esse —ja­kąś formalną konstrukcję, od której potem uzależnia się według adagium agere seąuitur esse. W sferze actio transiens akumulacja przedmiotów jest wszystkim, dlatego rozwój esse człowieka, musi się z nią utożsamiać. W sferze nato­miast actio non transiens akty, jakie ją stanowią, z miłością na czele, nie wcielone w nic poza nimi samymi (czyli oderwane od actio transiens), degenerują się w upiorne myślenie o myś­leniu, którego idealnym obrazem jest bóg Arystotelesa. Także i tu dochodzi do wytwarzania oraz gromadzenia intencjonal­nych przedmiotów — do nowego rodzaju actio transiens!„Dwa są rodzaje robotników zarówno szkodliwych dla praw­dy: pierwszy — tych, którzy nie mogą mieć tyle pokory i porządku, aby za pieniądze coś zrobić; drugi — którzy jedynie tylko za pieniądze robić mają energię i cierpliwość. Te dwa rodzaje zarówno nic dla społeczeństwa nie przynoszą — przy­nosząc jedynie chaos, który jest elementarnym despotyz­mem”.

SYSTEMOWA ODPOWIEDŹ

Systemowa odpowiedź boleśnie go rani, ponieważ czło­wiek pyta o siebie, a nie o obce sobie rzeczy. Może on nawet zamieszkać w systemie, ale to nigdy nie będzie jego Dom. Nie dowiem się niczego istotnego o danym człowieku dowiedziaw­szy się, w jakim hotelu zatrzymał się, dowiem się natomiast, jeżeli poznam jego dom.Odpowiedzi na pytanie „kim jestem?” człowiek dopraco­wuje się całym swoim istnieniem; odpowiedź ta jest owocem jego istnienia, nie stanowi ona jednak przedmiotu przezeń wytworzonego. W ten sam sposób, to znaczy całym swoim istnieniem, człowiek zadaje owo pytanie. Esse człowieka objawia się w istnieniu, albo inaczej — w działaniu; w nim się bowiem dokonuje. Agere seąuitur esse. Działanie objawiają­ce esse osoby ludzkiej stanowi równocześnie pytanie o czło­wieka oraz miejsce odpowiedzi na nie. Jest ono pracą, w której pojawia się dar.Działanie człowieka rozgrywa się, powiedzieliśmy, w dwóch sferach: w sferze wytwarzania przedmiotów oraz w sferze, w której osoba urzeczywistnienia się. Obydwie te sfery stanowią organiczną całość, wskutek czego robiąc buty albo pisząc książki człowiek równocześnie staje się coraz bardziej sobą, tak że coraz trudniej jest go nie zauważyć. Może też jednak coraz bardziej odrzeczywistniać się nie pracując na dar, a tylko wytwarzając buty.

OSOBA LUDZKA

Osoba ludzka jest pomyślana jako Człowiek, musi więc z Nim żyć w komunii, jeżeli chce stać się i być sobą. Odkrywa Jego obecność w sobie samej współżyjąc z innymi ludźmi i tworząc z nimi komunię. W komunii „Adama i „Ewy” w szerokim tego słowa znaczeniu, ale także i w jej małżeńskim wymiarze, Bóg umieścił osobę ludzką w akcie stworzenia. Samarytanka istniejąc poza komunią z innymi istniała poza Człowiekiem… Zdradzała jego prawdę:, zdradzała siebie.Uczniom, którzy w międzyczasie nadeszli, jakby dla wyjaśnienia tego wszystkiego mówił o dwóch rodzajach Chle­ba; jeden z nich zaspokaja głód fizyczny, drugi, niewidoczny, spełnia człowieka dając mu wzrost. Ten drugi chleb pojawia się w osobie ludzkiej w jego szczególnym działaniu —w pracy, z którą on niemal się utożsamia nie będąc żadnym jej przed­miotem. Chleb ten jest szczególną odpowiedzią na szczególne pytanie-prośbę. Kiedy mówimy, że człowiek się zgubił, chcemy powie­dzieć, że znalazłszy się poza swoim rodzinnym Domem nie umie odpowiedzieć na pytanie, kim jest. Odpowiedź bowiem na to pytanie nie sprowadza się do jakiegoś zdania fun­kcjonującego w określonym systemie i tylko w nim mającego sens.

STUDNIA JAKUBA

Do studni Jakuba, przy której siedział Jezus, podeszła Samarytanka, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej- daj mi pić!” Zaczerpnięcie wody i podanie jej potrzebującemu stało się punktem wyjścia dla pracowitego dialogu, w którym powoli objawia się pragnienie bycia przenikające Samarytankę we wszystkim, co robiła. „O, gdybyś znała dar Bozy i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «daj mi się napić!» prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”. Nie rozumiejąc jeszcze, o co chodzi, ale jakby już przeczuwając rzekła prowokująco, że przecież On nie ma nawet czerpaka a poza tym chyba nie jest większy od Jakuba, który dał im tę studnię. I właśnie wtedy Jezus uświadomił jej, że są dwa rodzaje wody: jedna zaspokaja wciąż nowe potrzeby picia, druga czyni zadość jednemu, fundamentalnemu pragnie­niu, żeby wreszcie być sobą. Samarytanka dostrzegła różnicę pomiędzy potrzebami a pragnieniem wody żywej, i popro­siła Go o tę ostatnią. Wtedy Jezus zrobił nowy krok naprzód mówiąc jej, że problem wody żywej jest problemem moral­ny m, bo jest problemem daru. Trzeba iść do źródła, żeby móc ją otrzymać. Tajemnica wody żywej dotyczy samej istoty osoby ludzkiej, która jest sobą o tyle, o ile wysila się, zeby siebie otrzymać.

NIE MA PRACY, NIE MA PRAWDY

A gdzie nie ma pracy, nie ma i prawdy, ponieważ prawda jest łaską i zarazem naszym istnieniem do niej. I to jest istota pracy właściwej człowiekowi. „Próżniakami zowie się wszystkich tych, co nic za twórstwo nie ucierpieli i nie cierpią. Praca jest tylko naprzód! Wszystko inne jest wy­zysk i próżniactwo”.Próżniactwo i wyzysk zaszły dziś tak daleko, że nawet miłosc, która dawała kształt działaniu zwanemu actio non transiens spadła do poziomu środków i narzędzi służących do uzyskania tego lub owego. Stała się po prostu actio transiens wytwarzającą przedmioty dla zaspokojenia od­powiednich potrzeb, w których widzi się napęd miłości. Przedmioty oraz ich potrzeby tak bardzo obezwładniły dzisiaj udzi, że gdybyś im dał nawet cherubinowe skrzydła, jak mówił Norwid, to pójdą i będą nimi zamiatali ulice. Ich życie, jak zresztą życie każdego niewolnika, jest czasem rozpadu,’ ponieważ utożsamili je z czasem rozpadających się przed­miotów. Niewolnik tkwi w dramatycznej sytuacji: z jednej strony zabiega o jak największy stan posiadania, aby móc być, z drugiej — rozpadając się z nimi rozpada się tym boleśniej, im więcej ich posiada. W końcu pozostaje w tym samym miejscu me zrobiwszy ani kroku naprzód, bo nie pracował na łaskę. Niewolnik istnieje i pozostaje poza prawdą.

ZANIK DZIAŁANIA

Scholastycy powiedzieliby w tym miejscu, że kiedy dzia­łanie człowieka zostanie sprowadzone do actio transiens, czyli do wytwarzania czegoś, co pozostanie na zewnątrz osoby, wówczas jej prawda znajdzie się w zewnętrznym świecie przedmiotów i razem z nimi ulegnie rozpadowi. Osoba ludzka wyalienowana w przedmiocie, nie sprosta niszczącej sile czasu. Zaczyna zwyciężać go i trwać dopiero wtedy, kiedy spełnia akty czyniące ją obecną w sobie samej. Działanie zwane actio non transiens buduje wnętrze człowieka, wzmacnia jego podmiotowość. Spełniając je, osoba skupia się na sobie, jest obecna w każdym czynie, choćby nie wiadomo jak bardzo produkującym przedmioty; wymierza im sprawie­dliwość. Zanik działania actionontransiens daje znać o sobie brakiem bezinteresowności. Zaczynają dominować przedmio­ty, walka o nie i wyzysk, a czas utożsamiając się z ich rozpadem nie mówi nic o stawaniu się osoby ludzkiej a także i wszystkiego poza nim na tym świecie. Nie ma tu „potu czoła”, bo nie ma heroicznego myślenia, ofiary, zdolności do cierpienia dla prawdy, którą się otrzymuje, ale do której trzeba także mozolnie iść. Nie ma tu wysiłku, nie ma pracy.